12 marca 2015

GOLIATH

    
  

Imię: Goliath
Imię w stajni: Goth, Goli
Płeć: ogier
Data ur.: 12 października 2011r.
Rasa: koń andaluzyjski
Wzrost: 157 cm
Matka: Northern Kiss
Ojciec: Leviathan
Hodowla: Aspera Ranch
Predyspozycje: ujeżdżenie P - N
Historia: Goth był prezentem imieninowym dla Ruski od Milki (dziękuję! :D). Przyjechał do naszej stajni kilka dni po "imprezie" i od razu podbił serca 3/4 załogi. Jego rodzicami są dwa ujeżdżeniowe andaluzki, co czyni z niego dobrze rokującego sportowca. 
Charakter: Jest typowym miśkiem - przytulanką. Garnie się do ludzi jak każdy inny domowy zwierzak, nadstawia się do głaskania i kładzie głowę na ramieniu opiekuna, błagalnie zerkając w jego stronę. Wyjątkowo ufny, nawet w stosunku do zupełnie obcych mu ludzi. Przy tym zawsze łagodnie nastawiony i na ogół spokojny, Zdarzają mu się chwilę, gdy trochę rozrabia, ale w końcu nie można od niego oczekiwać by ciągle stał w bezruchu. Lubi poszaleć, ale zawsze reaguje na polecenia opiekunów. Można go przywołać do porządku jednym słowem czy gestem. To kochany, oddany koń, który zrobi dla swojego ludzkiego przyjaciela wszystko, o co ten go poprosi. Grzeczny i posłuszny. Nikt nie potrafi się na niego gniewać, wystarczy, że Goth popatrzy na kogoś tymi swoimi cudnymi ślepiami i już nie można udawać, że jest się złym. 
Zachowanie pod siodłem: Stara się jak może. Naprawdę, ten koń robi wszystko, by uszczęśliwić swojego partnera, a praca z nim to czysta przyjemność. Ma bardzo, ale to bardzo wygodne chody, które są równie miłe dla tyłka, jak i oka, ponieważ Goth potrafi się zaprezentować tak, jak na rasowego dresażystę przystało. Porusza się efektownie, z wysoką akcją kończyn, szybko dostosowuje się do wymagań jeźdźca i jest wrażliwy na pomoce. Co prawda wciąż łatwo się rozprasza, ale jeśli na treningu dzieje się coś ciekawego - potrafi się skupić na dłuższą chwilę. Na zawodach średnio ogarnia co dzieje się wokół niego, jest nieco skołowany i póki co, rzadko kiedy udaje mu się skoncentrować na przejeździe. 
Zachowanie w obejściu: Bywa ciężko, ponieważ przy czyszczeniu Goth uparcie próbuje zaprzyjaźniać się z opiekunem bądź sprzętem, którym operuje. Bawi się szczotkami, rozpina suwaki, rozwiązuje uwiązy i tak dalej...  Mimo to ładnie podaje wszystkie kopytka i bardzo lubi wodę. 
Właściciel: Dragon Hill
Poprzedni właściciel: -
Czy koń nadaje się do hodowli: tak
Wynik bonitacji: 94 pkt
Cena porcji nasienia: 1500 h

Czy koń jest podkuty: tak (x4)
Szczepienia: wykonano
Chip: posiada
Kontuzje: -
Werkowanie: regularne
Tarnikowanie zębów: regularne

  1. I miejsce w ujeżdżeniu kl. P | WSK Estrella

10 marca 2015

TRENING UJEŻDŻENIOWY

Imię konia: Goliath
Jeździec: Ruska
Dyscyplina: ujeżdżenie (P)
Miejsce: plac do jazdy
Wystąpili: Denys

Poranek prezentował się niemalże wiosennie, toteż mój zapał do pracy także był niemal widoczny. O 9 rano zwlekłam się z łóżka, zjadłam jakieś podejrzanie wyglądające śniadanie, a później zjawiłam się w stajni. Lou, Emilie i Sky pojechały w teren na wałachach, reszta załogi także znalazła sobie jakieś zajęcia. Tylko ja biedna wciąż nie miałam planu. Jednak wszystko zmieniło się, kiedy zauważyłam Goliatha na padoku. Przyjechał do nas kilka dni temu, pomyślałam, że jest gotowy na trening. Na początek jednak postanowiłam się z nim przywitać. W tym celu podeszłam do ogrodzenia, a ogier natychmiast zauważył moją obecność i nastawił się do głaskania. 
- Kochany jesteś, wiesz? - zapytałam, miziając go po pyszczku.
Po kilku minutach w końcu przypomniałam sobie co miałam zrobić. Konik miał na sobie kantar, więc bez problemu zaprowadziłam go do stajni i zamknęłam w boksie. Po drodze zauważyłam nudzącego się Denysa. 
- Wyczyściłbyś mi Goliatha? - Popatrzyłam na niego błagalnie.
- Eh, a gdzie jest?
- W boksie.
- No dobra.
-Dzięki! - krzyknęłam ucieszona, ruszając w stronę siodlarni. Zanim znalazłam odpowiednie ogłowie minęła chwila. Z siodłem poszło mi zdecydowanie lepiej. Wybór czapraka jak zwykle zajął mi najwięcej czasu, bo przecież musi być idealny... Złapałam jeszcze za komplet białych owijek i wróciłam do konia. Stał przywiązany na korytarzu i się błyszczał. Odłożyłam sprzęt na stelaż przy najbliższym boksie i pogłaskałam Gotha po pyszczku. Sprawdziłam jeszcze kopyta, ale Danny zdążył je już wyczyścić. Wobec tego zaczęłam go siodłać. Na koniec założyłam bandaże,co było trudne, bo ogier cały czas próbował zjeść mi włosy. W końcu się udało i mogliśmy wyjść na zewnątrz (tak, to był mój pomysł, opatulona w dwie bluzy i kurtkę oraz cieplutką czapę dałam radę!).

***

Podciągnęłam popręg, ustawiłam sobie odpowiednią długość puślisk i na „trzy-czte-ryy!” wsiadłam. Delikatnie zebrałam wodze i poprawiłam kołnierz polarowej bluzy. Zaraz potem ruszyliśmy sobie niewymagającym stępikiem. Goth szybko przyspieszył sam z siebie. W sumie nie chodził od... Matko, całkiem sporo czasu minęło. No nic, co będzie, to będzie. Podobno jest grzeczniutki. 
Zrobiłam dużą woltę, na pół prostokątnego placu. Później to samo na drugiej połówce, a przy kolejnym okrążeniu zaczęliśmy sobie wyjeżdżać serpentynę o trzech brzuszkach. Konik od razu się zganaszował i zachowywał się jakbyśmy współpracowali od lat. Był kontaktowy i wrażliwy na moje sygnały. Od razu reagował i robił wszystko tak, jak sobie tego życzyłam. 
Cały czas starałam się go jak najlepiej poznać, sprawdzić jego możliwości i reakcje na różne sytuację. Popróbowaliśmy ustępowań od łydki i muszę przyznać, że koń radził sobie świetnie. Od razu łapał o co mi chodziło i robił to bez mrugnięcia okiem. Kochany mocno starał się, bym była z niego dumna. 
Postanowiłam poćwiczyć także cofanie i równe zatrzymywanie się. Tak jak z tym pierwszy było super, tak nad tym drugim musieliśmy chwilę popracować. Trochę krzywo rozstawiał kopyta, ale kiedy już zrozumiał, jak powinno to wyglądać – za każdym razem udawało mu się. Na koniec zrobiliśmy jeszcze po dwa zwroty i za zadzie i przodzie. Może nie były idealne, ale „do przyjęcia”. Chciałam jak najszybciej zakłusować, bo słyszałam jakie wygodne chody ma ten koń. Wybrałam sobie odpowiednie miejsce i wypchnęła Gotha do szybszego chodu. Przejście było nieładne, ale na razie to zignorowałam. Jadąc kłusem wysiadywanym zaczęłam dyktować mu coraz to kolejne ćwiczenia na uelastycznienie się. Było duuużo wolt i serpentyn. Co jakiś czas wjeżdżaliśmy sobie także na przekątną, by poćwiczyć kłus wyciągnięty (z którym, na marginesie, poradził sobie na medal). Goliath cały czas szedł w zebraniu, wyraźnie się angażował i pozostawał czujny. Pracowało mi się z nim niesamowicie dobrze. 
Krótko potem przeszliśmy do jakichś sekwencji z prawdziwego zdarzenia. Urywki programów, które pamiętałam, połączone w całość. Z zatrzymania ruszyłam kłusem zebranym, a przy „C” skręciliśmy w prawo, by za chwilę wjechać na przekątną i trochę przyspieszyć. Aktywnie działałam łydkami i dosiadem, a ogier ładnie wyciągał przed siebie nogi. Robiliśmy naprawdę dużo wolt i półokręgów. Pojawiło się też rzucie z ręki i zatrzymanie z kłusa. Nie sprawiło mu to większej trudności, tym bardziej, że był już fajnie rozluźniony. 
Po kolejnych minutach poświęconym rozkłusowaniu i ćwiczeniom przygotowałam konia do zagalopowania. Ustawiłam go sobie na ścianie, a w najbliższym narożniku dałam mocny impuls d zmiany chodu. Goth płynnie przeszedł w galop, cały czas w świetnym ułożeniu. 
Pokonaliśmy po dwa pełne okrążenia w każdą stronę, a potem wjechałam na woltę o wielkości połowy placu. Spędziliśmy tam chwilę, a następnie dołączyliśmy do tego drugą, taką samą woltę, tworzą ósemkę, na któej ćwiczyliśmy lotne zmiany nogi. Goliath najwyraźniej lubił to ćwiczenie, bo aż palił się do roboty. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to podskakiwanie. Czasami praktycznie na chwilę stawał dęba. Starałam się mu wytłumaczyć, ale powinien to robić nieco mniej efektywnie, zachowując płynność i za którymś tam razem powoli zaczął się poprawiać. Oczywiście w międzyczasie robiliśmy też inne ćwiczenia albo odprężaliśmy się szybszą jazdą po pierwszym śladzie. 
Zdecydowałam, że warto poświęcić trochę czasu na udoskonalanie wszystkich możliwych przejść. Ogier nie miał nic przeciwko i chętnie wykonywał polecenia, toteż szło nam wyjątkowo dobrze. 90% wykonanych zmian chodów było wykonane na 5+ ;)
Zupełnie nie miał kondycji, więc po godzinie zaczął się porządnie męczyć. Nie chciałam by miał złe wspomnienia, więc zwolniłam do stępa i prawie zupełnie mu odpuściłam. Trzymałam jedynie końcówkę wodzy, a sterowałam go łydkami i dosiadem. Ćwiczyłam jakieś mało skomplikowane rysunki, a Goth cieszył się luzem. 
10 minut później skończyliśmy na dobre. Odprowadziłam go do stajni i porządnie wygłaskałam. 
- Spisałeś się... - powiedziałam, wyciągając z kieszeni kilka kawałków marchewki.
Goth pożarł je natychmiast i szukał więcej, niestety tamte były ostatnie... Ucałowałam go w chrapy i wyszłam z boksu, by odnieść sprzęt do siodlarni.

TRENING SKOKOWY

Imię konia: Lucy
Jeździec: Friday
Trener: Ruska
Dyscyplina: skoki (L)
Miejsce: kryta hala
Wystąpili: Avery

Dzisiejszy dzień nie prezentował się szczególnie ładnie. Padał deszcz, słońca nawet nie było widać, a wiatr chyba się wściekł, bo bujał drzewami tak, jakby zaraz miał wyciągnąć je z ziemi. Dopiłam ciepłą herbatę i odłożyłam gazetę. Czas ruszyć się na trening... 
Kiedy w holu zakładałam kurtkę, z góry zszedł Avery.
- Gdzie lecisz? - zapytał, przytulając mnie.
- Wezmę Lucy na jazdę... Obydwie przypomnimy sobie co i jak.
- Przypomnimy? Będziesz skakać?
- Taki jest plan.
- Woow, brawo, mała! Ale nie będę mógł popatrzeć jak zlatujesz... - ciężko westchnął. - Muszę jechać do miasta coś załatwić.
- To nawet lepiej... Wyswobodziłam się z objęć, co wcale nie było takie proste, po czym wyszłam z domu. Jeśli nie zwieje mnie po drodze, będę to mogła uznać za sukces. Jakoś dostałam się do stajni i zamknęłam za sobą drzwi. W środku było całkiem ciepło. Koniska zwróciły na mnie uwagę i dopominały się głaskania, ale umówiłam się z Ruską na konkretną godzinę i byłam już troszkę spóźniona, więc od razu udałam się do boksu Lucy. 
Klacz przywitała mnie cichym rżeniem. Podałam jej cukierka, którego miałam w kieszeni bryczesów i odwróciłam się, słysząc, że ktoś czai się w boksie naprzeciwko – u Remember. 
- No w końcu się jaśnie pani zjawiła – mruknęła Rus, wychodząc na korytarz.
- Przepraszam... coś mnie zatrzymało.
- No dobra, dobra. Przyniosę już sprzęcik, coby było szybciej.
- Ok, dziękuję, tylko weź mi jakieś takie wygodne siodło.
- Bo wzięłabym najtwardsze. - Wytknęła język i poszła do siodlarni, podczas gdy ja zajęłam się czyszczeniem klaczki.
Jak zwykle był to prawdziwy bój. Wierciła się i złościła, a żebym podniosła jej kopyta, musiałam cyrkować jak z mało którym koniem. Jednak w końcu udało nam się dojść do porozumienia i względnie czysty konik dostał nagrodę. Wróciła Ruska, niosąc czarne siodło, ogłowie, jasnoróżowy czaprak, podkładkę i ochraniacze.
- Serio? - zapytałam, z powątpiewaniem zerkając na ten strojny czapraczek.
- Wybrałam specjalnie dla ciebie. No już! Ubieraj!
Westchnęłam i zabrałam się do roboty. Lucy nie bardzo chciała współpracować, no ale wkrótce była gotowa do jazdy. Wyprowadziłyśmy ją na korytarz, po czym niespiesznie udałyśmy się na halę. 
Poustawialiśmy  już z chłopakami przeszkody, także mamy wszystko gotowe.
No tak, przeszkody już czekały... Podciągnęłam popręg i wsiadłam. Lucy trochę się wierciła, ale gdy ruszyłyśmy stępem na jakiś czas darowała sobie wygłupy. Prowadziłam ją głównie łydkami, wodze były dość luźne. Manewrowałyśmy między przeszkodami, zaznajamiając się z otoczeniem. Trochę mocniej docisnęłam łydki i lekko ją wypchnęła, by trochę przyspieszyła. Zaczynałyśmy się wlec, a to nie ładnie. Klacz nie próbowała się buntować i wydłużyła krok. Tam gdzie się dało robiłyśmy sobie wolty i półwolty. Pilnowałam tempa i starałam się ją jak najlepiej rozgrzać. Zauważyłam też 5 drągów ułożonych na końcu hali, więc przejechałyśmy je sobie po kilka razy. Za pierwszym podejściem mocno pukała kopytami o drewniane belki, ale później mocniej ją zmotywowałam i przejeżdżała je jak trzeba. Widząc przeszkody była chętna do pracy i bardzo starała się pozostać grzeczną tak długo, jak tylko było to dla niej możliwe. Poklepałam ją po ładnie wykonanej serpentynie, gdzie ładnie wyginała się podczas wyjeżdżania „brzuszkaów” figury. Przez kilka munut robiłyśmy przeróżne ćwiczenia w stępie. Było dużo przekątnych i wolt, ale doszły także zatrzymania, cofania oraz zwroty. Lucy zaczynała się niecierpliwić, dlatego wychodziło jej to średnio, ale kiedy zrozumiała, że bez tego nie pójdziemy dalej – włożyła nieco więcej wysiłku i jakoś to szło. 
Przygotowałam ją do zakłusowania, a w odpowiednim momencie dałam jasne sygnały, dzięki czemu klacz w miarę płynnie przeszła do szybszego chodu. Przejechałyśmy jedno pełne okrążenie, a potem zmieniłyśmy kierunek poprzez przekątną (na której znacznie przyspieszyłyśmy), po czym przez jakieś 2 minuty kłusowałyśmy na drugą stronę. Później zaczęłam wymagać od niej zebrania się. Pracowałyśmy na woltach i półwoltach oraz wszelakich figurach, które mają w sobie sporo zakrętów. Lucy powoli odpuszczała aż w końcu ładnie opuściła główkę, ustawiła się jak trzeba, pracowała zadem. Kiedy pierwszy raz się z nią spotkałam pomyślałam, że taka z niej zakapiora, że nie dam sobie z nią rady, ale zdążyłyśmy się już zaprzyjaźnić i chyba traktowała mnie ulgowo. 
Chciałam ją jak najlepiej rozprężyć, dlatego cały czas ciężko pracowałyśmy i nie ociągałyśmy się. Jechałyśmy równym, żwawym tempem i dbałyśmy o to, by poruszać się w poprawnym ustawieniu. 
Po kilku długich minutach Ruska przedstawiła nam malutkiego krzyżaka, którego kazała przeskoczyć z kłusa. Lucy – dzięki Bogu – nie rwała do przodu tak jak niektóre konie. Musiałam ją nawet pchać, byleby tylko nabrać jakiegoś konkretniejszego tempa. Mocno ścisnęłam ją łydkami, pochyliłam się i hop! Lusia bez problemu i absolutnie żadnego wysiłku poradziła sobie z tą 20 cm. Przeszkodą. 
- Nie kładź się tak na niej, to nie kanapa, kochanie – skomentowała Rus, kręcąc głową. 
Wywróciłam oczami i pokłusowałam dalej.
- Ta stacjonata też jest niska, skoczcie z kłusika.
W porządku. Żwawo potruchtałyśmy w kierunku rzeczonej stacjonaty i powtórzyłyśmy manewr. Udało się, bo dla klaczki to nie było żadne wyzwanie. Taka zabawa, cobym przypomniała sobie o co chodziło w tych całych skokach. Chyba nie zaprezentowałam się najgorzej, Rus nie powiedziała ani słowa. Zamiast tego gestem kazała nam jechać po pierwszym śladzie. 
Po dwóch okrążeniach zmiana kierunku i to samo na drugą stronę. Rus kazała nam skoczyć to samo, co wcześniej, ale w odwrotnej kolejności. Klacz chętnie wybiła się zarówno przed pierwszą jak i druga przeszkodą. Nie miała żadnych „ale” - wszystko grało. 
- Dobra, dziewczyny – galop!
Lucy już na same te słowa poderwała się do biegu, ale zwolniłam ją. Przez tą akcję rozproszyła się, stała się nerwowa i chwilę zajęło mi ogarnięcie jej. Uspokoiłam ją, zrobiłam przejście do stępa, potem do kłusa i dopiero po kilkunastu sekundach, kiedy miałam ją już pod kontrolą, zagalopowałyśmy w narożniku. Myślałam, że znowu wystrzeli przed siebie, a ja zajmę się walką o przetrwanie, ale o dziwo było spokojnie i bez niespodzianek.   Przejechałyśmy całe okrążenia, a potem zostałam z nią na wolcie. Ładnie się rozluźniła i robiła wszystko, o co ją poprosiłam. Na dużej ósemce przez chwilę ćwiczyłyśmy lotne zmiany nogi, ale wychodziły bez zarzutu, więc szybko przeszłyśmy do galopu na drugą nogę. Lusia na długich ścianach się rozpędzała, ale jednak czułam, że nad nią względnie panuję. 
- Skocz oksera i dwie stacjonaty. Niskie są – powiedziała Rus, wskazując palcem o jakie przeszkody jej chodzi.
Wyliczyłam sobie odpowiedni najazd. Skierowałyśmy się prosto na przeszkodę, Lucy była do niej nastawiona pozytywnie, więc jak także zachowałam optymistyczne myślenie. Pilnowałam by nie uciekła na bok, lekko przyciskałam łydki, a w odpowiednim momencie dodałam mocniejszy impuls. 
- Bardzo ładnie! Tylko wiesz, postaraj się trochę bardziej ją zmobilizować.
- Okej, spróbuję – odkrzyknęłam w drodze do szeregu.
Zgodnie z sugestią użyłam mocniejszych sygnałów. Lusia szła żwawiej, wybiła się z większą siłą, zgodnie z komentarzem, jaki usłyszałam po pokonaniu obydwu przeszkód miała też „spory zapasik”. 
Zostałyśmy nakierowane na półmetrową przeszkodę, której jeden drąg ułożony był poziomo, a drugi tak, jakby tworzył połowę krzyżaka. Galopem najechałyśmy na tę konstrukcję, a tuż przed nią mocno zadziałałam łydkami i dosiadem, dzięki czemu Lucy po raz kolejny zaprezentowała się od najlepszej strony.
- No i super! Pokłusuj sobie, a ja podwyższę belki...
Nie byłam co do tego taka pewna, ale w sumie... raz kozie śmierć. Ruska zwiększyła wysokość wszystkich przeszkód maksymalnie o 10 cm, twierdząc, że jak na pierwszy raz to nam wystarczy. Byłam z nią całkowicie zgodna. Chwilę dreptałyśmy na luźniejszych wodzach, ale laba wkrótce się skończyła i trzeba było na nowo wziąć się do roboty. Delikatnie ją zebrałam, a po chwili zagalopowałyśmy w narożniku.
- Ładne przejście – napomniała Rus.
Przejechałyśmy jedno pełne okrążenie, potem wykonałyśmy dużą ósemką z lotną zmianą nogi i w drugą stronę po całości pojeździłyśmy przez jakąś minutkę. Pytająco popatrzyłam na Ruskę, której wzrok utkwiony był w wyświetlaczy komórki. 
- Ej, pani trener! - krzyknęłam, manewrując w galopie między przeszkodami.
Spojrzała na mnie trochę nieobecnym wzrokiem, ale szybko wróciła do rzeczywistości i rozejrzała się po parkurze. 
- Eee... No więc skoczcie sobie tak... okser, doublebarre, szereg, okser, stacjonata.
Skinęłam głową i troszkę pogoniłam Lucy, bo ta już prawie zwolniła do kłusa. Wybrałam najdogodniejszą drogę dojazdu i śmielej, niż sama bym się tego po sobie spodziewała, nakierowałam konia na przeszkodę, przed którą dałam jasny i pewny impuls. Klacz nie miała powodu by wyłamać, więc skoczyłyśmy na czysto. Tak samo było przy następnej przeszkodzie.  Właściwie trzecia poszła nam równie dobrze, jednak  nie cały szereg udał się w 100 procentach... Jakoś tak koń mi zgasł, ja już widziałam siebie na ziemi, na szczęście Lucy wykazała się większym rozumem i w ostatniej chwili wybiła się nad dragami. Skoczyła krzywo, a ja w locie zgubiłam strzemiona. Jakoś wyratowałam się przed upadkiem, a zaraz potem zwolniłam. 
- Trzeba ją pilnować cały czas. To, że skoczyła przez połowę szeregu, nie znaczy, że można odpuścić. Poprawiaj!
- Niee, ja już nie chcę...
- Dawaj, Fri. Wierze w ciebie. Będzie dobrze.
Trochę zrezygnowana poprawiłam się w siodle i zagalopowałam ze stępa. Lucy po tej akcji stała się trochę bardziej nerwowa, zaczęła mi wyrywać wodze i machać głową. Kilka wolt i półparada pomogły, więc już spokojniej najechałyśmy na szereg. Cały czas powtarzałam sobie, żeby dociskać te głupie łydki. No i docisnęłam! Lucy latała aż miło! Ponoć składała nóżki jak rasowy skoczek i w tym samym stylu wyciągała przed siebie głowę. Nie zatrzymując się kontynuowałyśmy parkur, najeżdżając na okserka. Był trochę niefortunnie usytuowany, ciężko było wymierzyć tak, by skoczyć przez środek. Nie wyszło nam idealnie, jednak obyło się bez większych błędów. Musiałyśmy wykonać ostry zakręt, by wyrobić się do stacjonaty. Lusia była w tym niezła, więc bez problemu poradziła sobie z zadaniem. Po raz kolejny i już ostatni, odbiła się od ziemi. 
- Super wam poszło! - Ruska promiennie się uśmiechnęła, zabierając ze stojaka swoją kurtkę. - To ja już będę leciała, a wy się rozluźniajcie. Paaa...
- Na razie. - Odwzajemniłam uśmiech, klepiąc moją kochaną gniadoszkę. - Spisałaś się – powiedziałam do niej szeptem. - Jesteś najlepszym skoczkiem na świecie.
Naturalnie podzielała to zdanie. Pokiwała głową, wyciągając ode mnie spory kawał wodzy. Złapałam jedynie za sprzączkę i kierując nią łydkami spędziłam na hali jakieś dziesięć minut. Trochę pokłusowałyśmy, ale głównie był stęp i jakieś prościutkie figury. 

9 marca 2015

CRAZY QUICK


    
   

Imię: Crazy Quick
Imię w stajni: Quick, Crazy Q, Crazy, Kuku
Płeć: ogier
Data ur.: 2008
Rasa: koń hanowerski
Wzrost: 178 cm
Matka: Last Night On Earth
Ojciec: Wild Instinct
Hodowla: Homestead Stud
Predyspozycje: skoki CC - CS
Historia: Został wyhodowany w Homestead na prośbę Lisbeth z Roosakker Stud. Z powodu przerwy, właścicielka wystawiła swoje konie do dzierżawy. Ruska nie byłaby sobą gdyby nie wpadła obejrzeć rumaków. Spodobały się jej dwa - Quick i Vratislava. Obydwa będą mieszkały w DH do końca 2015 roku. 
Charakter: Jest miśkowaty i ufny jak szczeniak. Uwielbia być w centrum uwagi, dopomina się o pieszczoty, a kiedy już ktoś się nim zainteresuje jest bezgranicznie szczęśliwy. Jest łakomczuchem - pożera wszystko. A jeśli nie może czegoś zjeść to musi to przynajmniej porządnie pogryźć i wymielić w paszczy. Szczotki pozostawione w boksie marnie kończą. 
Zachowanie pod siodłem: Na jeździe bardzo kontaktowy i chętny do współpracy z jeźdźcem. Kocha skakać i jest odważny, co w połączeniu z wielkim talentem sprawia, że jest niezawodnym sportowcem. Nie zdarzyło mu się jeszcze wyłamać albo popełnić znaczący błąd. Zrobi wszystko dla partnera, któremu jednak musi ufać. Wrażliwy na pomoce i wszelkie sygnały. Reaguje natychmiast. Rzadko się buntuje, chyba że na prawdę ma dobry powód. W parze z doświadczonym jeźdźcem może bardzo dużo osiągnąć. 
Zachowanie w obejściu: Kochana bestyjka zawsze grzecznie stoi i pozwala ze sobą robić wszystko. Cieszy się jak dzieciak, gdy ktoś poświęca mu czas. Lubi wodę, także z kąpielami nie ma żadnych problemów. Kowalom na ogół nie ufa, ale naszego Ilję uwielbia, bo zawsze dostaje od niego coś dobrego. 
Właściciel: Dragon Hill [ DZIERŻAWIONY OD ROOSAKKER STUD ]
Poprzedni właściciel: -
Czy koń nadaje się do hodowli: tak
Wynik bonitacji: 90 pkt
Cena porcji nasienia: 1500 h

Czy koń jest podkuty: tak (x4)
Szczepienia: wykonano
Chip: posiada
Kontuzje: -
Werkowanie: regularne
Tarnikowanie zębów: regularne

  1. Wyróżnienie w skokach kl. CS | WSK Estrella | 


VRATISLAVA


    

Imię: Vratislava
Imię w stajni: Vrat, Slava, Rati, Rat, Vracia, Vratka
Płeć: klacz
Data ur.: 2009
Rasa: koń hanowerski
Wzrost: 172 cm
Matka: *Anyi
Ojciec: *Salinero
Hodowla: Black Power Stud
Predyspozycje: skoki C- CS
Historia: Klaczka zaskoczyła wszystkich, ponieważ jako koń po typowo ujeżdżeniowych rodzicach jej kariera powędrowała w kierunku parkuru z niemałymi przeszkodami. Vrat urodziła się w Black Power Stud na życzenie Lisbeth z Roosakker Stud. Klaczka niestety nie zdążyła zapoznać się z nową właścicielką, gdyż ta musiała zrobić sobie przerwę. Swoje koniska wystawiła do dzierżawy. Ruska jak zwykle musiała zajrzeć i zakochać się w jakimś koniu. Tym razem padło na Vratislave i jej kumpla ze stajni - Crazy Quicka. Do końca 2015 roku obydwa konie będą mieszkały w Dragon Hill.
Charakter: Jest koniem trudnym. Wymaga od innych, by ją szanowano. Nie lubi zbyt wielkiej poufałości i kiedy ktoś chcę ją pogłaskać - kłapie zębiskami. Ciężko jej nawiązać z kimś głębszą relacje, nie jest ufna ani nadmiernie towarzyska. Z innymi końmi też specjalnie się nie przyjaźni - dominuje i walczy o pozycję w stadzie. Na ogół jest drażliwa i łatwo ją zdenerwować. Cierpliwość także nie jest jej mocną stroną.
Zachowanie pod siodłem: Nie jest wielką fanką noszenia na swoim grzbiecie jakichś ludzi, którzy proszą ją o różne rzeczy. Buntuje się od samego początku jazdy. Bywa złośliwa. Często udaje, że nie rozumie poleceń, chociaż robiła daną figurę wiele razy. Lubi skoki, dlatego podczas skokowego treningu jest trochę bardziej łaskawa. Nie jest wrażliwa na pomoce, dlatego jeździec musi wydawać jasne i zdecydowane sygnały.
Zachowanie w obejściu: Nie przepada za czyszczeniem, natomiast uwielbia kąpiele na myjce. Czasami spacjalnie ją tam prowadzimy i oblewamy wodą, gdyż wtedy bez problemu podnosi kopyta i nie marudzi, gdy próbujemy zapleść grzywę w koreczki... 
Właściciel: Dragon Hill
Poprzedni właściciel: -
Czy koń nadaje się do hodowli: tak
Wynik bonitacji: 92 pkt
Cena embriotransferu: 1500 h

Czy koń jest podkuty: tak (x4)
Szczepienia: wykonano
Chip: posiada
Kontuzje: -
Werkowanie: regularne
Tarnikowanie zębów: regularne

  1. I miejsce w skokach kl. C | WSK Estrella | 
  2. III miejsce w drużynowych zawodach skokowych w kl. C | Oak Island TC |

*ETERNALLY MISSED


    
    

Imię: *Eternally Missed
Imię w stajni: Eternal, Eternally, Missed, Eter
Płeć: ogier
Data ur.: 2003
Rasa: KWPN
Wzrost: 180 cm
Matka: Evenement
Ojciec: Eco System
Hodowla: Starlight Meadows
Predyspozycje: skoki CC - GP
Historia: "Edek przyjechał jako jeden z kilku młodziaków kupionych w Holandii. Cel? Ujeżdżenie, nikt nie zdawał sobie sprawy jaki w nim siedzi potencjał skokowy, co odkryliśmy później. Jest synem ogiera Eco System, dobry skoczek, ale tylko na skale regionalna, ale jego potomstwo jest znane z pięknych ruchów i zwykle nie szlo w ślady ojca. Matka była świetną klaczą ujeżdżeniowa do klasy C. Jest córka wspaniałego ogiera Ferro, który jest ojcem wielu wspaniałych ujeżdżeniowcow." Ruska kupiła go, kiedy wraz z kilkunastoma innymi końmi został wystawiony na sprzedaż. Razem z siwym Highway to Hell przyjechał do Dragon Hill kilka dni później.
Charakter: "Edek jest koniem niezwykle sympatycznym. Uwielbia wszelkiego rodzaju pieszczoty. Do koni tez sie ciagnie, ale czasami inne konie nie traktuja go zbyt sympatycznie xd. Jest taka nasza mala stajenna cipa. Jak byl mlody to taki wielki niepokonany wszystkich ganial a teraz taka cipa, która umiera jak cos sie w krzakach ruszy. Ale co tam! Nie potrafi sie odgryzc do innych koni, ktos gdzies reka gwaltowniej ruszy umiera na zawal serca. Taaaki biedny na wolnosci umarlby na pierwszym zakrecie. Ma w sobie mnóstwo energii. Na wybiegu biega jak idiota, i tylko widac jego nogi w powietrzu. W boksie albo ma ADHD albo stoi sobie jakby zaraz mial pasc trupem. Jest dziwny. Ma dni, ze worek plastikowy moznaby mu na leb zalozyc a ma dni gdzie umiera na widok derki polarowej. "
Zachowanie pod siodłem: "Taka sierota w zyciu stajennym a pod siodlem to istny diabel. Jeszcze to takie bydle 180 to juz w ogole jak noga machnie to ledwo to usiedziec. Jak trafi sie na jego dobry dzien no to jest w miare okej. A dobre dni ma bardzo rzadko, to wiecie hahaha. Co robi? A nic specjalnego, idzie jak jakas bomba zegarowa, szuka tylko pretekstu zeby sie czegos wystraszyc i spierdzielic spod jezdzca, w galopie co 3 foulé to wywalamy w kosmos. W dziobie niesamowity cham. Ujezdzenia bardzo bardzo nie lubi i jak juz trzeba to jest istny koszmar, buntów wali tysiac piecset sto dziewiecset. Na skokach hmm… Jest fajny. Ciagnie to przeszkody i jak palnie skok to lecimy na marsa, ale za to po przeszkodzie lubi sobie bryknac, a jak juz mowilam, jak on bryknie to nie jest jakis tam bryk, tylko wyrzutnia normalna hahaha. Na nim trzeba siedziec on juz sobie poradzi. Potrafi sie wyratowac z kazdej sytuacji. Jemu tam wisi czy odskok jest blisko czy daleko on zawsze skoczy i pod tym wzgledem nie ma z nim problemow. 
Na zawodach jego charakter sie nie zmienia i dalej jest stajenna sierota ;P. Pod siodlem moze troche bardziej zestresowany duza iloscia koni. Na parkurze baaardzo lubi publicznosc. Bo o tym nie napisalam, gosciu jak ma publicznosc to chce pokazac co to nie on hah. Wali takie skoki, ze ohohoho, jezeli zrzuci to rzadko ze swojej winy, bardziej z winny jezdzca, bo go za bardzo przytrzymal itd. Nie mozna go puszczac, bo potem nie da rady go przytrzymac i dupa. Ogólnie trzeba starac sie jechac równo i bedzie dobrze ;P. Na dekoracji nagle przemienia sie w wielkiego ogiera i chce pokryc caly swiat hahahaha."
Zachowanie w obejściu: Zwykle przy czyszczeniu sobie przysypia i ma wszystko gdzieś, ale gdy wyczuje coś smakowitego nie spocznie gdy nie wyciągnie tego z kieszeni opiekuna. Ładnie podaje kopytka. Boi się węża na myjce, ale jeśli się go dobrze przekupi i zajmie - da się go porządnie wyprać.
Właściciel: Dragon Hill
Poprzedni właściciel: Starlight Meadows
Czy koń nadaje się do hodowli: tak
Wynik bonitacji: 94 pkt
Cena porcji nasienia: 1500 h

Czy koń jest podkuty: tak (x4)
Szczepienia: wykonano
Chip: posiada
Kontuzje: -
Werkowanie: regularne
Tarnikowanie zębów: regularne

  1. Rythm Missed [z][b] | hod. ... |
  2. Eternal RL [z][b] | hod. Starlight Meadows & WOJ Dezercja |

  1. I miejsce w skokach kl. CC-3 | SK Blue Hill | 
  2. I miejsce w skokach kl. CS | Hipodromie Ivanow | 
  3. I miejsce w skokach kl. CC-3 | SKS Vancouver | 
  4. I miejsce w skokach kl. CC-3 | Stepach Numenoru | 
  5. II miejsce w skokach kl. CS | Nad | 
  6. II miejsce w skokach GP | HK Saphira | 
  7. II miejsce w skokach GP | Hipodromie Patchen | 
  8. II miejsce w skokach GP | Hipodromie Pinos | 
  9. III miejsce w skokach kl. CC-3 | SKS Caraway | 
  10. III miejsce w skokach kl. CS | WSKS Marcus |